SINGAPUR jak zwiedzać i co zobaczyć – atrakcje i porady

Singapur to miasto, które od wielu lat uważane jest za najdroższe miasto na świecie. Często turyści przerażeni są wizją ekstremalnie drogich noclegów i wysokich cen jedzenia. A prawda jest troszeczkę inna, bowiem „miasto lwa” owszem jest uważane za najdroższe miasto świata, ale wzięło się to z porównania cen nieruchomości. Z powodu bardzo ograniczonej powierzchni tego malutkiego kraju, ceny nieruchomości wygrywają wszelkie porównania. Z punktu widzenia turysty nie jest wcale tak drogo jak się uważa. Oto oddajemy w Wasze ręce pierwszy mini przewodnik z serii #NIEPORADNY. Mam nadzieję, że ta wiedza będzie przydatna!

Singapur – języki urzędowe i używane

Według oficjalnych informacji w Singapurze są, aż cztery języki urzędowe: angielski, chiński, malajski oraz tamilski. Znajomość języka angielskiego jest na wysokim poziomie i zdecydowanie przoduje na tle innych azjatyckich państw. Podczas naszego pobytu ludzie okazali się bardzo pomocni i niezwykle kontaktowi. Raz zdarzyło się, że kierowca autobusu nie potrafił odpowiedzieć na nasze pytania po angielsku, jednak natychmiast z pomocą przyszli inni pasażerowie. Można więc przyjąć, że bez problemu dogadacie po angielsku.

nieporadny-jezyki

Czas lokalny

W Singapurze obowiązuje czas UTC+8 co oznacza, że Singapur jest o sześć godzin do przodu w stosunku do Polski w okresie letnim (UTC+2) oraz o siedem godzin w okresie zimowym (UTC+1)

nieporadny-czas

Karta SIM i dostęp do Internetu

Podczas naszego kilkudniowego pobytu nie korzystaliśmy z lokalnej karty SIM, gdyż w zupełności wystarczył dostęp do Internetu w hotelu oraz mapy ściągnięte na telefon. Z dostępnością nie ma większego problemu i już na lotnisku można zaopatrzyć się w lokalną kartę SIM. Ceny jednak nie należą do najniższych i trzeba liczyć się z wydatkiem 15$ (~41zł) za kartę ważną 7 dni!

nieporadny-sim

Waluta i dostęp do bankomatów

Walutą obowiązującą w Singapurze jest dolar singapurski (SGD). Inna waluta nie jest akceptowana, jednak bankomatów, czy też kantorów nie brakuje. Europejskie karty są akceptowane w sklepach i restauracjach.

nieporadny-waluta

Komunikacja miejska

Komunikacja miejska w Singapurze działa bez zarzutu i jest zdecydowanie godna polecenia. Gdy dodamy, że taksówki nie należą do najtańszych, to autobusy zostają naszą jedyną alternatywą. Można też oczywiście dużo chodzić 🙂 Bilet kupujemy u kierowcy za odliczoną gotówkę. Należy pamiętać, że kierowca nie rozmienia, ani nie wydaje reszty. Cenę przejazdu możemy sprawdzić na każdym przystanku na rozkładzie jazdy, zazwyczaj będzie to w granicach 1-2$ za przejazd (zależnie od dystansu). Przy dłuższym pobycie można zastanowić się nad wyrobieniem karty przedpłaconej, która umożliwia płacenie bezgotówkowe. Bilety kupowane kartą są też odrobinę tańsze. Szczegóły kart można znaleźć na oficjalnej stronie  Ministerstwa Transportu: https://www.lta.gov.sg. Mapy Googla działają bardzo dobrze i połączenia na ogół się zgadzają.

nieporadny-mapa

singapur transport publiczny mapa
Mapa transportu w Singapurze, źródło: http://www.projectmapping.co.uk

Lotniska i dojazd

Singapur ma jedno lotnisko, które słynie z wielkości oraz rozmachu z jakim je stawiano. I faktycznie lotnisko Changi jest duże, ale jednocześnie w miarę logicznie zorganizowane. Do centrum miasta dostaniemy się autobusami, które znajdziecie na najniższym piętrze lub też dojechać można za pomocą metra MRT. Stację metra również znajdziemy na lotnisku. Pamiętajcie, aby przygotować odliczoną kwotę na bilet. Przy wylocie z Singapuru pamiętajcie, aby być na lotnisku odpowiednio wcześniej! Lotnisko jest bardzo duże, a dojazd pomiędzy terminalami chwilę trwa, więc ewentualna pomyłka może być czasochłonna.

nieporadny-loty

Wtyczka i napięcie w gniazdkach

W Singapurze znajdziecie kontakty zasilane prądem przemiennym o napięciu ~230V oraz natężeniu 50Hz, czyli dokładnie tak samo jak w Polsce. Kontakty jednak nie są uniwersalne i obsługują jedynie wtyczki typu G, czyli znane nam częściej jako wtyczki brytyjskie. Urządzenia z polską końcówką wymagają przejściówki i nie ma możliwości podłączenia bez niej żadnego urządzenia.

nieporadny-wtyczki

nieporadny-wtyczki
Typ G, fot. world-power-plugs.com

Numery alarmowe i ambasada

W Singapurze numery alarmowe różnią się od tych, które znamy w Polsce, a więc tym bardziej warto je zapisać w telefonie. Numerem alarmowym policji jest 999, natomiast numerem pogotowia ratunkowego oraz straży pożarnej jest numer 995. W Singapurze znajduje się ambasada Polski, która służy pomocą rodakom znajdującym się w potrzebie. Dane teleadresowe ambasady:

Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Singapuru
435 Orchard Road #17-02/03, Wisma Atria, Singapore 238877
tel. (65) 6235 9478

W nagłych przypadkach takich jak aresztowanie, wypadek, utrata dokumentów można kontaktować się z pracownikami ambasady pod numer (+65) 9656 6298.

nieporadny-ratunek

Singapur – najpopularniejsze atrakcje

To co z pewnością będziecie chcieli zobaczyć w Singapurze to najsławniejszy budynek tego miasta, czyli hotel Marina Bay Sand. Zaraz obok znajdziecie park Gardens by the Bay z tymi fotogenicznymi drzewami. Wejście do samego parku jest bezpłatne, a codziennie o godz. 20 odbywa się pokaz świateł, który zdecydowanie warto zobaczyć! Pomiędzy drzewami rozpięta jest dodatkowa kładka widokowa, ale wejście na nią kosztuje 8$. Również wejście do Cloud Forest będzie płatne i trzeba wyskoczyć z 28$. Jeżeli ktoś jedzie na budżecie to części dostępne bezpłatnie również zrobią wrażenie. Na terenie parku znajduje się McDonald 🙂

nieporadny-atrakcje

Oczywiście to nie są wszystkie atrakcje Singapuru i zwiedzać jest co. Polecamy zapuścić się w dzielnice Arabską, Hinduską, czy też przejść się po finansowym centrum z baaardzo wysokimi budynkami. Można również wyskoczyć na spacer do jednego z licznych parków, np. Fort Canning, gdzie znajdziecie również muzeum wojny.

Singapur – co jeszcze muszę wiedzieć?

Polacy są zwolnieni z obowiązku wizowego i możemy przebywać na terenie Singapuru do 90 dni. Obowiązuje zakaz wwożenia papierosów, fajerwerków, a także… gumy do żucia. Podobnie jak w większości krajów azjatyckich, posiadanie narkotyków jest surowo karane, a wszelkie próby wwiezienia nielegalnych środków zagrożone są karą śmierci. Tak więc, Singapur zdecydowanie nie jest miejscem na eksperymenty ze środkami odurzającymi. Alkohol jest dostępny, jednak do najtańszych nie należy.

nieporadny-cojeszcze

#NIEPORADNY

praktyczny przewodnik turystycznyZobacz też inne mini przewodniki z serii #NIEPORADNY

 

SINGAPUR jak zwiedzać i co zobaczyć – atrakcje i porady jak zawsze na jedynym i niepowtarzalnym blogu: 4kilo.pl

Reklamy

Jak schudnąć do wakacji – 5 porad totalnego ignoranta

Jak schudnąć do wakacji? To odwieczny problem, na który rozwiązania szukamy jak już jest za późno… Ja dziś jednak nie będę się wymądrzał jak szybko schudnąć, bo po pierwsze nie znam żadnych super trików, a po drugie takie triki po prostu nie istnieją… Szczerze mówiąc to nawet nie muszę chudnąć! Jednak nie zawsze tak było i o tym dziś Wam opowiem.

Kiedy byłem małym chłopcem… Mogłem wpie*dalać wszystko, w każdej ilości oraz o dowolnej porze i jeszcze zalać to litrami Coli. I to wszystko zupełnie bezkarnie, bo nie mogłem przytyć choćby kilograma. To się jednak skończyło gdzieś w okolicach 25 urodzin i te kilogramy, których wcześniej ja szukałem zaczęły znajdować mnie. Muszę przyznać, że był moment w którym na łazienkowej wadze wskazówka zatrzymywała się w okolicach 103kg!

Jak schudnąć do wakacji?

Projekt #ChodźNaSolo i cel wspinaczkowy jaki sobie postawiłem wymusza doprowadzenie się do jako-takiej formy. Nie chodzi mi o prężenie się na bałtyckiej plaży, ale o osiągnięcie takiego stosunku wagi do siły, aby wciągnąć całe to cielsko na 1000m ścianę. Zacząłem więc zwracać uwagę na dietę i „odkryłem” kilka ciekawych faktów i mitów dotyczących odchudzania.

1. Dieta to bardzo brzydkie słowo.

Dieta to termin, który zdecydowanie jest negatywnie nacechowany. Ile to razy słyszałem od znajomych tekst wypowiedziany z wielkim bólem „nie mogę, jestem na diecie”. Jakby ta dieta była karą, którą trzeba odbębnić, zanim powróci się do swych niezdrowych nawyków. Nie jestem więc na diecie, a po prostu przestałem jeść śmieci. Z drugiej jednak strony nie liczę każdej kalorii, ani też nie odmawiam sobie małych przyjemności. Jem mało, ale często zgodnie z takim podziałem:

  1. Śniadanie – np. Jajecznica z warzywami
  2. Przekąska – np. suszone owoce, orzechy
  3. Obiad – unikam smażonych oraz ciężkostrawnych potraw
  4. Przed treningiem – shake owocowy
  5. Po treningu – przekąska
  6. Kolacja – kanapki
jak schudnąć szybko do wakacji
Jak schudnąć do wakacji? Przestań jeść śmieci!

2. Przestałem pić i zacząłem pić.

Jedną z wielu dziwnych przypadłości, która pojawiła się po ukończeniu trzydziestki okazała się zdecydowanie niższa tolerancja na alkohol… A to jak wiadomo dla przeciętnego Polaka jest dramatem. Po wypiciu kilku drinków budzę się z bólem głowy? Mieszanie wódki z winem zapijanym piwem przestaje być spacerem po parku, a przypomina bardziej lądowanie na plaży w Normandii? Co się ze mną stało?

jak-schudnąć-do-wakacji-nie-pij-alkohol
Jak schudnąć do wakacji? Przestań pić! Dobra… pij mniej 😉

Prawdą było, że nigdy nie stroniłem od alkoholu i nie przejmowałem się jego jakością. Wiadomo przecież, że „nie ważne co, byleby sponiewierało”. Dziś picie alkoholu przestało mi sprawiać przyjemność. Nie stałem się abstynentem, jednak nie tęsknie za wódką z sokiem, jak było to kiedyś.

Z drugiej strony zacząłem pić dużo wody, czego nie praktykowałem wcześniej. I naprawdę bardzo rzadko piję napoje słodzone. A w dodatku nie słodzę kawy, ani herbaty co kiedyś było nie do pomyślenia! Dwie łyżeczki cukru w szklance kawy to było niezbędne minimum…

3. Używam swojego ciała.

Wiadomo, że nieużywane mięśnie zanikają. Tak po prostu jest, bo i po co je utrzymywać, skoro nie są potrzebne? Mały trening jest więc bardzo wskazany. Jazda na rowerze, 15 minut treningu w zaciszu domowym, a nawet… dobry seks! Przecież to też trening i to dla całego ciała. Dobrze tylko, aby nie trwał 5 minut… 🙂

trening na zbicie wagi schudnięcie
Trening na zbicie wagi 🙂

4. Nie oglądam telewizji.

A jak to niby ma mi pomóc w schudnięciu do wakacji? Może i nie jest to tajemniczym, cudownym środkiem, ale ma swoje plusy. Nie oglądam telewizji, nie słucham wiadomości. Mam to po prostu wszystko w dupie… Żaden poseł Pięta, ani strajki mnie nie obchodzą! Dzięki temu nie stresuję się rzeczami, na które i tak nie mam wpływu. Może jest to lekko egoistyczne, ale działa. Ograniczam szum medialny, który do mnie dociera, a tym samym nie trawię w głowie problemów innych ludzi. Zasypiam z wolną głową i przyjemnymi myślami. Działa!

jak szybko schudnąc poradnik
Przestań oglądać TV i żyć życiem innych!

5. Stawiam sobie cele w życiu.

Dobre samopoczucie to lepsze zdrowie, a nie można mówić o dobrym samopoczuciu żyjąc z dnia na dzień. Wiem to doskonale, bo w taki właśnie sposób minęło mi już kilka ładnych lat. Dziś planuję, rozwijam się i stawiam sobie wyzwania, jak choćby właśnie projekt #ChodźNaSolo.

poradnik zdrowa dieta
poradnik zdrowa dieta
A więc jak schudnąć do wakacji?!

Jeśli czytasz ten tekst, aby dowiedzieć się jak schudnąć do wakacji to już jest za późno… Te wakacje również spędzisz z tym zbiornikiem retencyjnym z przodu i wcale nie jest prawdą, że pod dużym kamieniem mieszka duży robak… Jednak może jest to odpowiedni moment, aby zmienić to swoje fastfoodowe życie wypełnione śmieciowym jedzeniem, żenującymi rozrywkami oraz nic nieznaczącymi informacjami? To tylko taka luźna myśl… Idź już bo piwko się grzeje!

Jak schudnąć do wakacji – 5 porad totalnego ignoranta jak zawsze na jedynym i niepowtarzalnym blogu: 4kilo.pl

Buddyjski mnich w tajskim klasztorze, czyli Dawid z Polski

Buddyjski mnich i buddyzm to dwa terminy, które bywalcom Tajlandii nierozerwalnie kojarzą się z Krainą Uśmiechu. Mężczyźni z ogolonymi głowami, zawinięci w pomarańczowe szaty to stały element tajskich miast. Jednak dla mnie nigdy nie było to niczym ponad lokalny folklor. Do czasu pewnego zupełnie przypadkowego spotkania. Chociaż podobno w życiu nie ma przypadków…

piwo chłodzenie leo tajlandia
Autorski sposób chłodzenia piwa 🙂

Życie dziwnie się układa, pomyślałem przywiązując butelkę Leo do klimatyzatora w hotelowym pokoju. Oto jestem po raz kolejny w Bangkoku – mieście, które na swój sposób pokochałem, chociaż nigdy nie byłem przesadnym fanem wielkich miast. To jednak ma w sobie to coś, czego nie da się opisać słowami. To się po prostu czuje lub też nie. Rozmyślam i patrzę z dumą jak butelka piwa chłodzi się w ten niekonwencjonalny sposób. To chyba po to były te lata studiów i tytuł inżyniera budownictwa… Ale, gdzie to ja byłem? A tak.. Więc, co z tym buddyjskim mnichem?

Buddyjski mnich potrzebuje sera.

Jest koniec lipca 2017 roku. Siedzę w tym obskurnym hoteliku, sącząc lekko schłodzone piwo i myśląc co by tu robić. Z dalszych planów to za kilka tygodni czeka mnie wesele, z bliższych egzamin na tajskie prawo jazdy. A tu jeszcze weekend, z którym nie wiadomo co zrobić. W poszukiwaniu inspiracji przeglądam jedno z facebookowych for o Tajlandii. To gdzie każdy jest bardziej tajski od samego Króla, a pytania spotykają się częściej z kamienowaniem, niż z merytoryczną odpowiedzią. Ot taka to już mentalność Polaka… Jednak coś się tu wyróżnia, przykuwa moją uwagę i doprowadza do rozmowy. Ser żółty…

Jakiś czas później…

– Masz jakiś fajny motor do pożyczenia na weekend? – pytam poznanego wcześniej właściciela motocyklowego serwisu.
– Mam, a masz w końcu to prawko?
– A i owszem!
– To jak chcesz to będzie czekał.

I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie miałem nawet pojęcia jak taki motor działa. Wsiadam, odpalam i ruszam w zupełnie nieplanowaną podróż do klasztoru ukrytego w górach. Przepycham się przez korki, aby w końcu wyjechać na prostą i porządnie rozkręcić manetkę. Dwie godziny później jestem pod bramą buddyjskiej świątyni Thamkrabok.

Buddyjski mnich z Polski, czyli poznajcie Dawida.

Stoję przed majestatycznym kręgiem wielkich bazaltowych figur i czekam na mojego gospodarza. Z jednej strony jestem zauroczony widokiem, z drugiej zaś myślę, czy przystoi mi masować się po obolałym od długiej jazdy tyłku. Z rozmyślań wyrywa mnie przywitanie dolatujące gdzieś z boku:

– Cześć!

Odwracam się w stronę głosu, a przed moimi oczyma pojawia się iście groteskowa postać. Oto bowiem wita mnie niewysoki jegomość, którego można by określić jako mieszaninę Johna Rambo z trzeciej części z Maverickiem z Top Gun. Do tego łysina zapożyczona od Kojaka oraz przeogromny uśmiech Jokera. To jest właśnie Dawid, który został buddyjskim mnichem w tajskim klasztorze.

polak mnichem buddyjskim
Oto Dawid – polski buddyjski mnich

Zaczynamy niezgrabnie naszą rozmowę, która przeobraża się w wielowątkową dyskusję trwającą do świtu dnia następnego. Okazało się, że mamy tyle wspólnych tematów i podobnych przeżyć, że zdecydowanie jest o czym rozmawiać. Muszę przyznać, że dyskusje na tematy religijne uważam za zupełną stratę czasu, gdyż jest to najbardziej intymna część każdego z nas, której często nie da się nawet wyartykułować. Jednak ta bardzo długa rozmowa z Dawidem pokazała mi, że można dyskutować szanując nawzajem swoje postrzeganie świata. I to chyba jest najważniejszą lekcją jaką wyniosłem z tej przygody.

Dlaczego zostałeś buddyjskim mnichem i co tu właściwie robisz?

To były jedne z moich podstawowych pytań, na które Dawid odpowiedział z buddyjską lekkością. Z tych wyjaśnień wynurzał się obraz silnego człowieka, który potrafił wyjść daleko poza swoją strefę komfortu. Cholernie daleko! Codzienna pogoń i wskazówki zegara, które jakby coraz szybciej się poruszają. Konsumpcjonizm, który zjada nas coraz bardziej. Kto tego nie zna? A gdyby tak właśnie powiedzieć: stop, ja wysiadam? Kuszące, prawda? Po wielu latach prowadzenia własnej firmy, zatrudniania ludzi, płacenia podatków – przyszedł moment, w którym zatracił sens dalszego wyścigu i zdecydował się na bardzo radykalny krok. Porzucił to wszystko do czego inni ciągle dążą i przywdział mnisie szaty. Możesz powiedzieć „ja bym nigdy…”, ale odwagi mu odmówić nie można.

Jednak życie mnicha to nie są wakacje! Oto kilka zasad (z kilkudziesięciu), którymi Dawid kieruje się każdego dnia:

  1. Buddyjski mnich spożywa tylko jeden posiłek dziennie o 6 rano.
    Posiłki przygotowywane są przez samych mnichów z produktów, które dostali w datkach. W diecie przeważa oczywiście ryż, ale nie ma ściśle ustalonej diety.
  2. Myjesz się jedynie dwa razy w miesiącu.
    Dokładnie tak 🙂 Mnich buddyjski nie może skupiać się na swoim ciele, które jest tylko przejściową formą. Nie musi więc się często myć, ani używać kosmetyków.
  3. Nie możesz wychodzić z klasztoru bez pozwolenia.
    Jeżeli mieszkasz na terenie klasztoru to właściwie nie masz potrzeby z niego wychodzić… Bo i po co? Jakbyś jednak chciał, to konieczna będzie zgoda.
  4. Buddyjski mnich nie może dotykać kobiet.
    I nie mam tu na myśli upojnej nocy. Zakazany jest jakikolwiek kontakt, nawet uścisk dłoni. Kobieta chcąca przekazać cokolwiek Mnichowi, musi to zrobić za pośrednictwem mężczyzny.
  5. Nie masz swoich pieniędzy.
    W założeniu każdy mnich ma w klasztorze wszystko co potrzebuje do życia. Po co więc pieniądze? Potrzeby są małe, a przynajmniej do tego powinno się dążyć 🙂

Klasztor buddyjski Wat Tham Krabok.

Dawid wiedzie swoje mnisie życie w klasztorze Tham Krabok, który to znajduje się 140km na północ od Bangkoku. Klasztor i jego mnisi zajmują się jednak czymś jeszcze ponad praktykowanie buddyzmu. To właśnie tu znajduje się buddyjski ośrodek terapii uzależnień, w szczególności uzależnień od heroiny oraz opiatów. W czasie mojego krótkiego pobytu poznałem kilka osób, które po odbyciu leczenia po prostu zostały na terenie klasztoru pomagając w sposób jaki tylko mogą.

Spędziłem naprawdę fajny weekend i poznałem dobrego człowieka, który nie jest dobry bo jest mnichem. Również dobry byłby w szatach księdza, bezdomnego, czy też mojego dilera trawy… Przypadek postawił Dawida na mojej drodze, albo mnie na jego. Wracając do Bangkoku ścigałem się z nadciągającą burzą, a w głowie kłębiły się pozytywne myśli. Mimo, że nie spałem prawie całą noc byłem pełen dobrej energii. Pozostało tylko pytanie, czy to wpływ Buddy, czy raczej efekt motyla?

buddyjski mnich tajlandia
Dawid – buddyjski mnich 🙂

To co z tym serem?

A co z tym serem, o którym wspominałem na początku? Dawid postanowił rozpieścić swoich mnisich braci małą, własnoręcznie wykonaną pizzerką. I po to właśnie był mu ten ser. A dlaczego przywiązałem piwo do klimatyzatora? Pokój nie był wyposażony w lodówkę… 😁

Oficjalna strona klasztoru: https://wat-thamkrabok.org

Buddyjski mnich w tajskim klasztorze, czyli Dawid z Polski jak zawsze na jedynym i niepowtarzalnym blogu: 4kilo.pl

Opuszczony dom publiczny, czyli prostytucja w Tajlandii

Prostytucja w Tajlandii nie jest niczym nowym, nieznanym, czy też przesadnie szokującym. Wszelkiej maści usługi seksualne są w Tajlandii łatwiej dostępne, niż dobre i zimne piwo. Każdy kto ma ochotę spróbować tego typu egzotyki, z pewnością znajdzie coś dla siebie. Czy to w hotelu, czy też w małych spelunach w zakamarkach Bangkoku. Co jednak zrobić,…

Opuszczony dom publiczny, czyli prostytucja w Tajlandii jak zawsze na jedynym i niepowtarzalnym blogu: 4kilo.pl

#ChodźNaSolo, czyli jak wleźć na wielką ścianę – prolog

Stanąłem przed lustrem i przyglądając się swojej twarzy ze smutkiem stwierdziłem, że jestem już dorosły. Kiedy to się stało? I dlaczego? Komu przeszkadzało, że mam 20-kilka lat? Niestety zamiast odpowiedzi znalazłem tylko zmarszczkę na czole. A więc stało się. Mam 35 lat. Kiedyś ludzie nawet tyle nie żyli, a dziś… Właśnie co dziś? Czy jestem już uprawniony do używania nieśmiertelnego epitetu “za moich czasów”? W końcu do czterdziestki już bliżej, niż dalej. A wtedy obowiązkowy kryzys, drogie auto, młoda kochanka…? To by było takie typowe.

– A może stać cię na coś więcej?! – krzyknąłem do tego w lustrze, a ten spojrzał na mnie z pytającym zaciekawieniem:
– Ale co masz na myśli?
– No nie wiem… może się o coś założymy?
– Hmmm… co proponujesz?
– Założe się, że nie potrafisz już osiągnąć żadnego ambitnego celu. Jesteś na to za stary.
– Pfffff… – parsknął ten w lustrze.
– A jesteś w stanie? Udowodnij!
– Dobrze. Ale co miałbym zrobić? Spróbować czegoś zupełnie nowego? Skoczyć na bungee?
– No właśnie, co to mogłoby być..?

A może tak jakiś wspinaczkowy cel?

Zastanawiając się nad zadaniem dla tego w lustrze, kątem oka dostrzegłem wystający spod łóżka wytarty wór z tajemniczym napisem “Black Diamond”. Z trudem go wytargałem i zacząłem przeglądać. Stary kask, uprząż, haki, kostki. Wszystko to przypominało trochę rekwizyty z wiekopomnego dzieła “50 twarzy Greya”. Nie był to jednak ekwipunek erotyczny, a sprzęt wspinaczkowy. A przynajmniej pozostałości mojego młodzieńczego hobby, gdyż większość sprzedałem albo rozdałem jeszcze przed wyjazdem do Tajlandii. Jednak to co zostało, a teraz wysypało się z tego powycieranego wora, przyniosło mi pomysł jakiego szukałem. Wróciłem do lustra.

– Ej, jesteś tu jeszcze?
– No… – mruknął ten po drugiej stronie.
– Mam ten pomysł! Jeżeli chcesz faktycznie mi udowodnić, że “możesz” to wróć do wspinania. Ale nie byle jakiego. Znalazłem cel godny naszego zakładu. Via Vertigine na Monte Brento. Przejście solo.
– Ale.. przecież ja się nie wspinałem od co najmniej 10 lat. A w dużej ścianie to byłem ostatni raz sam nie pamiętam kiedy!
– Czyli wymiękasz?
– Nie.. tylko, że potrzebuję czasu na przygotowania…
– No to cwaniaczku chodź na solo!

I tak właśnie rozpoczął się projekt #ChodźNaSolo.

#ChodźNaSolo – co, gdzie i jak?

Włoska miejscowość Arco jest położona w pobliżu jeziora Garda. Rejon jest popularnym celem wspinaczkowym dla każdego poważnie zainteresowanego pokonywaniem skalnych ścian. Znaleźć można tu właściwie każdy rodzaj wspinania. Od krótkich sportowych dróg, do wielkich ścian wymagających kilkudniowego oblężenia. Ileż to razy byłem gościem tych okolic? Sam już nie wiem. Teraz po wielu latach przerwy chcę wrócić. Napić się włoskiego wina, ale przede wszystkim rozliczyć z tą drogą, która już raz mnie odrzuciła. Tym razem się jednak uda. W końcu się założyłem…

#ChodźNaSolo solowy projekt wspinaczkowy arco włochy
1000 metrów skalnego oceanu | #ChodźNaSolo

Celem projektu pod nazwą #ChodźNaSolo jest samotne przejście drogi wspinaczkowej na wschodniej ścianie Monte Brento w okolicach miejscowości Arco we Włoszech. Droga o nazwie Via Vertigine ma długość 1000m i w większości wiedzie przez przewieszony teren. Wspinanie na takiej drodze jest wymagające i czasochłonne nawet w tradycyjnym zespole dwuosobowym. Średni czas przejścia tej drogi to 2-3 dni spędzone non-stop w ścianie. Czy jest to droga najtrudniejsza na świecie? Oczywiście, że nie. Czy zatem jest ekstremalnie niebezpieczna? Również nie. Jest jednak największym moim wyzwaniem na ten rok. W końcu tu idzie o honorowy zakład!

#ChodźNaSolo wspinaczka solowa hakówka big wall
Plan drogi | #ChodźNaSolo

#ChodźNaSolo – Przygotowania czas zacząć.

Oczywiście takiej drogi nie robi się od tak, prosto z fotela. A przynajmniej nie ktoś, kto musi rozbić obóz pośredni wchodząc po schodach na drugie piętro, czyli ja… Trzeba się wziąć za przygotowania i ostro trenować. Przeprosić się z rowerem, przypomnieć sobie do czego służy siłownia i być może… zacząć biegać…? yyy…. nie przesadzajmy… 🙂

Zapraszam Was do śledzenia mojej walki z samym sobą i wrodzonym lenistwem…

 

#ChodźNaSolo, czyli jak wleźć na wielką ścianę – prolog jak zawsze na jedynym i niepowtarzalnym blogu: 4kilo.pl

Powrót do Polski po emigracji, czyli 5 plusów powrotu.

Powrót do Polski to było coś czego się ewidentnie obawiałem i chciałem jak najbardziej oddalić. Przerażała mnie myśl, że znowu zobaczę te wszystkie miejsca, poczuję zapachy, a wraz z nimi wrócą wspomnienia, o których niekoniecznie chcę pamiętać. Bo prawda jest taka, że się pokłóciliśmy z naszą Ojczyzną i ten żal nie minął, a rany się…

Powrót do Polski po emigracji, czyli 5 plusów powrotu. jak zawsze na jedynym i niepowtarzalnym blogu: 4kilo.pl

Empatia trudne słowo, czyli dlaczego jesteś takim dupkiem?

Wszedłeś do pokoju i zamaszystym ruchem włączyłeś światło, które agresywnie rozlało się po każdym zakamarku. Na podłodze z hukiem armatniego wystrzału wylądowała walizka, która następnie zaczęła wygrywać niekończącą się melodię rozpinanych zamków. Z całą pewnością kryje coś bardzo ważnego, bo poszukiwaniom nie ma końca.  Kibicuję ci w tej eksploracji i chętnie pomógłbym, gdybyś był łaskaw podzielić się magiczną wiedzą, czego do cholery potrzebujesz o 3 w nocy?! Przekrwionym okiem łypię na ciebie i próbuję oszacować jaką masz wadę wzroku. Z pewnością bardzo poważną, przez którą nie zauważyłeś innych śpiących w tym pokoju. Kiedy w końcu milknie ta kakofonia i gaśnie światło, ja z pulsującą głową wiem, że już nie zasnę. Jetlag mi nie pozwoli. Zegarek pokazuje 3.30.

Podróżowanie to nieustający proces poznawania miejsc i ludzi. I o ludziach dziś napiszę, chociaż zdecydowanie bardziej wolę zwierzęta. Być może pamiętacie jak pisałem o Polakach za granicą. Nie wycofuję się z postawionych tam zarzutów, ale muszę przyznać, że w wyścigu do korony chamstwa i buractwa niekoniecznie jesteśmy pretendentami.

empatia zrozumienie
Empatia i zrozumienie 🙂 | rys. remekdabrowski.pl

Empatia poziom mistrz, czyli Księżna z ekonomicznej klasy.

Usiadłem i jak zawsze w takiej sytuacji przeklinam w myślach mój wzrost, jednocześnie żałując, że nie mam karty bez limitu wydatków. Takiej, którą można by zawsze kupować bilety klasy biznes, albo nawet i pierwszej. Tam miałbym miejsce na wszystkie moje nogi i obolałe plecy. Może kiedyś… Teraz jednak muszę zmieścić się w ciasnej przestrzeni, ograniczonej do granic zdrowego rozsądku. Lot jest długi, ale w końcu Singapur i Londyn dzieli niemały dystans.

Jest i samolotowe jedzenie o aparycji papki rodem z Shawkshank… Zawsze to jednak jakaś atrakcja w monotonnym locie, więc czekam z niecierpliwością na zgrabną stewardessę ze sztucznie szerokim uśmiechem. Wybór w “menu” jest groteskowy – co za różnica co wybiorę, skoro smakuje tak samo i z pewnością wykręci mi gębę. Przełykam jednak duże kęsy gąbki, szumnie nazwanej rybą. Tą zmysłową ucztę przerywa mi dialog, którego jestem niemym świadkiem. Pani w wieku 50+ siedząca dwa fotele dalej, głośno wyraża swoje niezadowolenie z tragicznego naruszenia jej praw pasażera. Oto bowiem skończyła się potrawka z kurczaka, a została jedynie ryba! Sięga nawet po “najlepszy” argument:

– ja przecież za to zapłaciłam i w bilecie miał być posiłek! Więc jak to nie ma już kurczaka?

Słucham z coraz większym zaciekawieniem, aż kawałek gąbko-ryby spada mi z widelca na spodnie, zostawiając malowniczą plamę. Zeskrobując resztki kiwam z uznaniem głową. Oto byłem świadkiem zajęcia jednocześnie dwóch miejsc medalowych w ciągu kilku sekund. “Kurczakowa księżna” powinna otrzymać medal honorowy wrzoda na dupie społeczeństwa, a zgrabna stewardessa Krzyż Zasługi za Dzielność.

Empatia trudne słowo.

Dziś sztuczna inteligencja nie jest już tylko terminem z futurystycznych komiksów. Żyje z nami i podobno to życie ułatwia. Jednak to co ją odróżnia od ludzi to brak wyrozumiałości oraz intuicji. Tylko człowiek potrafi w pełni zrozumieć stan psychiczny innego człowieka, a więc tylko człowiek potrafi być empatyczny. Czy ja na swojej drodze spotykam częściej roboty, które niczym Terminator, zostały przysłane z przyszłości? Gdzie ta empatia? Więc nie zachowujcie się jak pozbawione wszelkich emocji roboty, które patrzą tylko na siebie, przy okazji wkurwiając wszystkich na około siebie. Żyj i daj żyć innym. Proste prawda?

A jak nadal będę spotykał takie empatycznie ubogie jednostki, to wybaczcie jak wymsknie mi się hasło, którego parafraza pasuje tu, aż za dobrze: “a na drzewach zamiast liści będą wisieć ch*jowi turyści”.

Empatia trudne słowo, czyli dlaczego jesteś takim dupkiem? jak zawsze na jedynym i niepowtarzalnym blogu: 4kilo.pl